sobota, 3 grudnia 2016

again

Znowu infekcja.
Zapalenie gardła.

Dobrze, że w całym tym chorowaniu, chodzeniu do żłobka widzę jakiś sens... Tosia uwielbia swój żłobek. Tak dużo już się tam nauczyła!!! Potrafi pokazać jak robi lew, motylek, małpka, krokodyl, kotek, kangurek.... Dostaliśmy też pierwszy obrazek naszej córki, mały artysta nam rośnie. Antonina zaczęła dużo mówić. Głównie "ja daj!"-to oznacza daj mi! A wczoraj zrobiła pierwsza kupkę na nocnik....
Boję się, że w żłobku nie dopilnują naszego nocnikowania i trochę będę błądziła w tym temacie po omacku, ale początek mamy dobry ;).

Choroby.... Hmmm... Niby nie są do uniknięcia, wiadomo odporność słaba. Boję się jednak, że do lata tak będziemy co chwilę na zwolnieniu. W pracy z tego tytułu też lekko nie mam. Brak zrozumienia, nie ze strony kierownictwa lecz koleżanek...bezdzietnych.
Mam mało czasu na wszystko.... O swoich przyjemnościach nawet nie myśle.
Staram się mocno trzymać, resztki sił nie wiem skąd czerpie...

Byle do wiosny :)!!


niedziela, 6 listopada 2016

Wróciłam

Dawno, dawno mnie nie było... Zbierałam się żeby coś napisać już kilka razy. Raz brakowało czasu, raz sił.
Nasza adaptacja w żłobku poszła nieźle. To znaczy, że Tosia szybko zaakceptowała nową sytuacje, polubiła ciocie, jedzonko i drzemki w nowym łóżeczku. Co prawda na początku swoje małe złości wyżywała w domu, gorzej spała, ale i to minęło. Zaczynało być pięknie, miałam wrócić do pracy 3.10. Nie wróciłam, bo Antośkę dopadł wirus. Wymiotowała wszystkim, miała biegunkę. Tydzień walki i stanęła na nogi. Udało się bez szpitala. Wróciła na tydzień do cioteczek, a po tygodniu znowu dwa spędziła w domu. Zapalenie gardła plus oskrzela. Takiej gorączki jeszcze nie miała. Nie mogłam jej zbić! Jak tylko dostała ibum to gorączka początkowo rosła a po godzinie spadała i znowu rosła...zimne okłady poszły w ruch... Było bardzo ciężko. Na finiszu choroby Tosi mnie dopadło zapalenie zatok. Do pracy już poszłam...mam opinię osoby "ciągle będącej na zwolnieniu".

 I tak minął październik. Na jednej wiecznej chorobie. Kłótnie z M przeplatały lepsze chwile. Byłam wykończona. Jak już myślałam, że wszystko sie układa to po Wszystkich Świętych Tosia znowu zwymiotowała... Okazało się, że to żaden wirus. W gotowym obiadku firmy babydream (tak przyznaję się, poszłam na łatwiznę. Nie ugotowałam jej domowego posiłku bo śpieszyliśmy się do teściów) była papryka. Czułam jej zapach, no ale mała ma 14 m-cy. Posiłek przeznaczony dla dzieci powyżej roku. Nic nie wzbudzilo mojego niepokoju... Dopiero w wymiocinach zobaczyłam, że ta papryka była ze skórką... Tak bardzo sobie wyrzucałam, że nie sprawdziłam, nie wymacałam zanim jej podałam...
Kolejne dwa dni w domu. Musiała dojść do siebie.
Weekend zapowiadał się sympatycznie, niestety tym razem ja się czymś zatrułam. Całą sobotę leżałam jak trup. A mieliśmy odwiedzić koleżankę i jej synka...

Czasami zastanawiam się "co jeszcze"? Boję się nawet o tym myśleć.

poniedziałek, 19 września 2016

Oswajanie żłobka tydzień 2

Od kiedy rozpoczęła się nasza żłobkowa przygoda, czas płynie jak szalony. Mamy za sobą już dwa tygodnie adaptacji. Tydzień numer dwa był lepszy. Ja trzymam się lepiej, Tosia chyba też. W zeszły poniedziałek, postanowiłam dać córci wolne. Katarek był wiec leczyłam ją w domu. Od wtorku ryszyłyśmy pełną parą. Kolejnego dnia Antosia została na 5 h, zjadła obiadek, coraz bardziej się oswajała. Następnego zaliczyła godzinną drzemkę i w domu była o 14.30. Noce też się bardziej uspokoiły. Staram się okazywać Tośce maksimum miłości i zainteresowania. Może to ją uspokaja ?!

W piątek poszłyszmy na szczepienie. Świnka i reszta... Korzystałam z okazji, że mała wyzdrowiała. Zaszczepiłam i w sobotę rano katarek z noska z nowu kapał. Utajony, zmutowany wirus ze żłobka wrócił... Staram się myśleć optymistycznie. Może jestem perfidną matką, ale dzisiaj z katarkiem puściłam ją do żłobka. Nie było gorączki, katarek wodnisty, humor dopisywał....

Może zabrzmi to strasznie, okropnie i egoistycznie, ale nie mam czasu na przedłużanie adaptacji... 03.10 mam być już w pracy ;(. Tosia musi się odnaleźć. Nie mam jej z kim zostawić. Nie mam tutaj nikogo. Żłobek to jedyna alternatywa.

Zobaczymy jak będzie w tym tygoniu... Trzymajcie ze mną mocno kciuki!!!

P.S Dzwoniłam już do żłobka. Pani powiedziała, że Antonina ma się dobrze, bawi się i zjadła nawet śniadanie.... Światełko w tunelu?!?

poniedziałek, 12 września 2016

Nienawidzę żłobka!!!

Adaptacja, oswajanie żłobka trwa.
Nie jest łatwo, jest kosmicznie ciężko. Dla mnie matki, zostawiającej swoje kochane maleństwo w szponach jakiejś tam ciotki i dla Tosi, wiadomo bo mama znika...

Pierwszy dzień był łatwy. Mała nie wiedziała co ją czeka. Kolejne koszmarne, płacz, histeria, wrzask.... Nic tam nie je, mało pije, nie śpi.

Po powrocie do domu też nie jest łatwo. Antosia odczuwa silny lęk separacyjny. Nie pozwala mi sie oddalić na krok, a że chodzi sama to jest zaraz za mną jak mój cień. Nie chce zasypiać. Boi się chyba, że jak się obudzi to nas nie będzie. Wieczory są koszmarne, noce nie należą do łatwych. Mniej je, bardziej się denerwuje, a na deser przyniosła ze żłobka zmutowanego wirusa i ma katar... Takiego nigdy nie miała. Nos ma praktycznie ciągle zatkany, w weekend działałam na potęgę żeby ją postawić na nogi, bez skutku... Dzisiaj siedzi w domu.

Opieka stała się trudna. Ja jestem zmęczona do granic możliwości, zestresowana. Nie chce żeby tam chodziła, ona powinna być przy mamie... M nie rozumie, ale to nie on zwiera żniwa żłobkowej adaptacji.
Dlaczego nie mam wyboru?! ;(
Czy kiedyś się z tym oswoję ?! ;(

Macierzyństwo to piękna róża, kwitnie i cudownie pachnie. Niestety ma też wiele kolców, które ranią. Rany goją się raz szybciej, raz wolniej... Mimo tego bólu, jak już raz się ją dostał to trudno z niej zrezygnować... Chociaż czasami bardzo się chce...

wtorek, 6 września 2016

Podsumowanie

Troszkę sie działo.... 
Zacznę od urodzinowej imprezy Tosi. Wszystko poszło sprawnie, goście dopisali, nie było tylko dwa miesiące młodszego kuzyna... Choroba nie wybiera, Mały został z babcią. Prezentów dostaliśmy sporo. Wpadły też jakieś pieniądze, mimo że wolałam rzeczy materialne ;). Tosia dostała dwie gadające lale. Na razie jest jeszcze za mała i nie rozumie jak się nimi bawić, więc lalka Amelia i Natalia czekają. Kolejny prezent to jeździk/ skoczek/ pchacz, słoń Fisher Price. Antonina jest nim zafascynowana, szczególnie pluszowymi uszami i możliwością robienia "hopsa-hopsa". Od wujków dostała stolik edukacyjny i swoją własną komórkę :). Mamy też konia na biegunach, bujany fotelo-miś, ubranka...
Prezenty nie były jednak najważniejsze, najważniejsze było to że w rodzinnym gronie bliskich uczciliśmy pierwsze urodzinki Antosi :).








Kolejna sprawa to zebranie w żłobku... Wiecie co?! Trochę mnie ono uspokoiło. Dowiedziałam się jak wygląda adaptacja- dziecko przychodzi tylko na 2-3h, stopniowo wydłuża się jego pobyt- jak to jest z jedzeniem-jest kuchnia, są nawet warsztaty dla rodziców- co zabrać, jak ubrać -wiadomo wygodnie, żadne jeansy tylko dresy, zapakować ubranka na zmiane i pampersy....
Całość trwała godzinę, poznaliśmy panią psycholog, która uspakajała i to mocno, panią logopedę, dyrektorkę... Właściwie byliśmy gotowi żeby Antoninę puścić na kilka godzin. Niestety Mała dostała spontanicznej biegunki. Obyło się bez gorączki, jednak dziecka w takim stanie nie można wysyłać do żłobka (obstawiam zęby, obie dwójki w natarciu....) . Tośka pierwszy dzień zamiast 01.09, odbyła dzisiaj....

Jak było????
Całkiem dobrze. Mała spędziła tam dwie godziny. Jako jedyna dziewczynka nie płakała. Marudzenie zaczeło się pół godziny przed końcem pobytu... Zapewne dlatego, że nic nie zjadła i była senna. Mam nadzieję, że jutro będzie podobnie. Antosia polubi nowe ciocie, kolegów... Zacznie jeść posiłki, pójdzie spać... Trzymam mocno kciuki, bo za niecały miesiąc ja, po 1,5 rocznej nieobecności wracam do mojego "żłobka"... Pewnie adaptacja pójdzie mi gorzej niż Antonińie ;)

P.S Anula w poprzednim poście zostawiłam maila ;)

czwartek, 25 sierpnia 2016

Roczek!!

Wczoraj minął rok od kiedy Antonina przyszła na świat. Dużo i nieodwracalnie zmieniło się w naszym życiu. Czas ten był piękny, ale również bardzo trudny. Codziennie nowe rzeczy, wzajemne odkrywanie się... Były chwile w których brakowało sił, bo nie zawsze jest łatwo. Nie zamieniłabym jednak tego wszystkiego na nic innego. Za nic w świecie nie wróciłabym do życia bez tej małej pchełki, małego szerszenia, cukiereczka, mojej Antosi.

Tosia nie przypomina już takiego małego i bezradnego pisklaczka jakim była rok temu. Sama chodzi (od 5 dni, przemieszcza sie miedzy nami lub meblami), sama mówi czego chce, bawi się, lubi muzykę, nie przepada za groszkiem.... Wymieniać można bez końca...

STO LAT ANTOSIU!!! Jeszcze wiele wspólnych lat przed nami :) !! Mam nadzieję, że tak samo (albo bardziej) cudownych.

Zdjęcia z wczoraj ;) :





P.S Opóźnienia w pisaniu wynikają z mojego zabiegania. Mam na głowie żłobek ( za tydz zebranie rodziców, zdam relację), imprezka urodzinowa, chęć porobienia czegoś tylko dla siebie (z tym trudniej....)

P.S Anula, bardzo chciałabym nadal czytać Twoje wpisy, prześlij mi proszę "dostęp" do obu blogów ;) ( nie wiem czy oststnio coś utajniałaś, czy to może kwestia formatu mokego tabletu....)

niedziela, 14 sierpnia 2016

Bunt

Dziecko to taki " mały dorosły". Doskonale wie czego chce, czego absolutnie robić nie będzie, co lubi, co go denerwuje...

Mamy teraz taki mały bunt. Mały dosłownie, bo Tosia ma tylko 80 cm. Próbuje za wszelką cenę przeforsowač swoje racje, czasami okropnym płaczem. Odmawia samotnego bawienia się, zawsze muszę być w tle. Gdy znikam wyrusza na poszukiwania-trzymając się mebli i ścian, na własnych nogach.

Czasami głowa mi od tego pęka, sił brakuje. W myślach pakuję walizki i znikam... Słyszałam, że każda matka tak czasem ma, czasem tak myśli i czuje. Bo pomimo ogromnej miłości, zatracenie się w macierzyństwie prowadzi do szaleństwa. Jak znaleźć równowagę między kochaniem, troską, a swoją tożsamością, swoim prawdziwym ja? Każdego dnia próbuję i póki co od 11 miesięcy nie znalazłam złotego środka.

Tymczasem bezdzietni znajomi nie wiedzą co zrobić z wolnym czasem....